Bieszczady: połoniny o świcie, czyli najdziksze góry w Polsce
Bezludne trawiaste grzbiety, niebo gęste od gwiazd i cisza, w której słychać własne myśli. Trzy dni na szlaku tam, gdzie Polska się kończy i zaczyna spokój.
Są w Polsce góry wyższe i są bardziej znane, ale nie ma drugich tak pustych. Bieszczady to kraina, w której idzie się grzbietem przez godzinę i nie spotyka żywej duszy, a jedynym dźwiękiem jest wiatr w trawie i czasem myszołów zawodzący gdzieś pod chmurą. To jedno z ostatnich miejsc w kraju, gdzie naprawdę łatwo zgubić zasięg i, co ważniejsze, znaleźć ciszę.
Wizytówką regionu są połoniny: rozległe, bezleśne grzbiety porośnięte trawą, jakby ktoś ściął górom czubki i obsiał je łąką. Najsłynniejsze to Połonina Wetlińska i Połonina Caryńska. Sztuka polega na tym, żeby wejść na nie o świcie.

Wschód słońca nad morzem chmur
Wczesnym rankiem doliny często wypełnia mgła, a połoniny sterczą z niej jak wyspy. Kto wstanie po ciemku i podejdzie na grzbiet przed słońcem, dostaje widok, dla którego ludzie jeżdżą w Himalaje: morze chmur rozlane po horyzont, z którego wynurza się tylko najwyższy szczyt, Tarnica. Nocleg w bacówce albo schronisku pod szczytem zamienia ten plan z marzenia w prosty spacer.
Co poza chodzeniem
Samochodem warto przejechać Wielką Pętlę Bieszczadzką, malowniczą drogę łączącą górskie miejscowości, z postojami na zalewie Solińskim, największym sztucznym jeziorze w Polsce. Wolniej i z większą frajdą zwiedza się region zabytkową kolejką wąskotorową, zwaną bieszczadzką ciuchcią, która sapie przez lasy między stacjami.
Niebo, którego nie znasz z miasta
Bieszczady leżą tak daleko od miejskich świateł, że utworzono tu jeden z największych w Europie obszarów ochrony ciemnego nieba. W bezchmurną, bezksiężycową noc gołym okiem widać tu pas Drogi Mlecznej rozpięty nad głową, a spadające gwiazdy przestają być wydarzeniem i stają się tłem wieczoru. Wystarczy odejść kawałek od świateł schroniska i zadrzeć głowę.
Co zjeść po zejściu ze szlaku
W bacówkach i karczmach spróbuj pierogów, smażonych placków ziemniaczanych zwanych tu fuczkami oraz proziaków, prostych podpłomyków pieczonych na maślance. Z gór warto przywieźć wędzony ser owczy. Po dniu na połoninie wszystko smakuje lepiej, a kubek gorącej herbaty w wychłodzonej bacówce to przyjemność, której nie odda żaden hotel.


