Cypr za 779 zł w grudniu przekonał mnie, że jesienną szarugę najlepiej przejeść mezze, nie przespać
Cztery noce na Wyspie Afrodyty w grudniu to nie tyle ucieczka do słońca, co do stołu. Sprawdzam, dlaczego zima na Cyprze smakuje lepiej niż lato – i co zamówić, żeby nie żałować.
Cztery noce na Cyprze w grudniu za 779 zł z Warszawy do Pafos to okazja, którą traktuję nie jak wyjazd na plażę, a jak wyprawę do kuchni. Grudniowe słońce jest łagodne, tłumów brak, a jedzenie w tym czasie smakuje najlepiej – bo lokale gotują dla swoich, nie dla turystów.
Wiem, co mówię. Latem cypryjskie tawerny obsługują kolejki i podają to, co szybkie. Zimą zwalniają, a wtedy pojawia się mezze – kilkanaście małych talerzy, które przynoszą, dopóki nie poprosisz o litość.
Co zamawiam, gdy port i mozaiki czekają
Zaczynam od halloumi z grilla, potem szeftalia, dolmades i tahini. Pafos ma port w zasięgu spaceru, więc rybne mezze biorę tam, gdzie łodzie stoją najbliżej stołu. Do tego kieliszek commandarii – słodkiego wina, które robią tu od czasów krzyżowców.
Apartamenty z aneksem kuchennym, o jakich mówi ta oferta, kuszą, żeby gotować samemu. Ja robię inaczej: rano kawa i owoce w aneksie, a wieczór oddaję tawernie.
Bo szarugę można przespać w kołdrze albo przejeść na Cyprze. Wybieram to drugie – i wracam z pełnym brzuchem zamiast z katarem.


