Gruzja za 388 zł nauczyła mnie, że najlepsza kolacja w podróży to ta, na którą nie płacę osobno
Kutaisi za 388 zł brzmi jak żart, ale to prawdziwa cena. Piszę, dlaczego gruziński stół, a nie cena biletu, jest tu największą atrakcją – i czego szukać na talerzu, żeby nie przepłacić za powietrze.
Jeśli szukasz taniego wyjazdu z prawdziwą kuchnią w tle, Gruzja z lotami do Kutaisi i noclegami ze śniadaniami od 388 zł to jedna z najlepszych relacji smaku do ceny w tej części świata. Za tyle nie zjesz w Warszawie porządnej kolacji we dwoje, a tu masz przelot i dach nad głową.
Wiem, jak to brzmi. Sam nie wierzyłem w cenę, dopóki nie sprawdziłem trasy. Ale nie o bilet mi chodzi – o to, co dzieje się przy gruzińskim stole.
Supra to nie kolacja, to instytucja
W Gruzji nie mówi się „zjedzmy razem”. Mówi się supra – biesiada prowadzona przez tamadę, czyli gospodarza toastów. Przekonałem się, że to najtańszy i najsyntszy sposób, żeby zrozumieć kraj: siadasz przy stole na godzinę, wstajesz po trzech i wiesz o gruzińskiej gościnności więcej niż z każdego przewodnika.
Talerze nie schodzą ze stołu – one się piętrzą. Chinkali, czyli soczyste sakiewki z ciasta z mięsem i bulionem w środku, je się palcami, a ogonka z ciasta zostawia na talerzu jak licznik. Do tego chaczapuri – i tu uwaga, bo wersji jest kilka. Adżaruli w kształcie łódki z jajkiem i masłem to ta, którą pamięta się najdłużej.
Kutaisi jako baza, nie tylko lotnisko
Kutaisi wielu traktuje jak przystanek do przesiadki na marszrutkę. Uważam, że to błąd. Stąd blisko do klasztoru Gelati z listy UNESCO, do katedry Bagrati i do Jaskini Prometeusza z podziemnymi jeziorami. A w drodze zatrzymujesz się na przydrożne khinkali, które smakują lepiej niż wszystko w turystycznym Tbilisi.
Region Imeretia, którego Kutaisi jest sercem, ma własny charakter kulinarny. Szukaj imeruli chaczapuri z lokalnym serem imeruli, ostrej pasty adżika i orzechów włoskich, które Gruzini dodają dosłownie do wszystkiego – od bakłażana po sosy.
Dziwi mnie, że przy takich cenach ludzie liczą głównie kilometry i widoki. Bo prawda jest taka, że w Gruzji rachunek za jedzenie potrafi być niższy niż lot, a wrażenie zostaje na lata. Jedź po góry, ale zostań dla stołu.


