Islandia za 1347 zł przekonała mnie, że najlepszy urlop to ten, na którym nie leżę na plaży
Loty i hotel ze śniadaniami za 1347 zł to okazja, ale prawdziwa wartość Islandii leży gdzie indziej. Wyjaśniam, dlaczego wracam tam po smaki, których nie znajdę na żadnym all inclusive.
Krótko: pakiet za 1347 zł obejmuje loty i hotel ze śniadaniami. To dobra cena jak na Islandię, ale nie latam tam dla ceny – latam po coś, czego nie dostanę na leżaku.
Uważam, że Islandia to najlepszy antywyjazd. Zamiast palm i basenu dostaję czarne plaże, gejzery i drogi ciągnące się między górami. Wracam zmęczony, nie wypoczęty – i to mi pasuje.
Talerz, nie leżak
Największym odkryciem nie były wodospady, tylko jedzenie. Skyr, gęsty jak twaróg, jem tu na śniadanie zamiast jogurtu z hotelowego bufetu. Zupa jagnięca w termosie po całym dniu za kierownicą smakuje lepiej niż niejeden obiad w kurorcie.
Do tego pjönukaka, warstwowe naleśnikowe ciasto, i chleb pieczony w gorącej ziemi przy źródłach geotermalnych. To nie są smaki, które da się podrobić przy hotelowym basenie.
Praktycznie: alkohol i restauracje potrafią zrujnować budżet, więc gotuję sam z zakupów w tańszych sklepach. Śniadania w cenie hotelu to realna oszczędność, którą warto docenić przy tej stawce.
Nie jadę na Islandię odpoczywać. Jadę zobaczyć, jak wygląda świat, zanim człowiek go wygładził – i przekonać się, że najlepszy urlop bywa tym, na którym ani razu nie wyciągam ręcznika.


