Przejdź do treści
Miasta

Lizbona w 48 godzin: tramwaj 28, pastéis i siedem wzgórz

Żółty tramwaj wspinający się po bruku, kremowe babeczki prosto z pieca i melancholijne fado dobiegające z otwartych okien. Plan na intensywny, zmysłowy weekend.

3 min czytania
Zaktualizowano:
Lizbona w 48 godzin: tramwaj 28, pastéis i siedem wzgórz

Lizbona zbudowana jest na siedmiu wzgórzach, jak Rzym, i nie pozwala o tym zapomnieć ani na chwilę. Co kilka kroków bruk wspina się stromo pod górę, a gdy już złapiesz oddech, między kamienicami otwiera się widok na rzekę Tag szeroką jak morze. Po tych pochyłościach wciąż jeżdżą zabytkowe, żółte tramwaje i uliczne windy, a z otwartych okien co rusz dobiega fado, melancholijna pieśń o tęsknocie, która jest tu czymś w rodzaju lokalnego powietrza.

To jedna z najbardziej fotogenicznych stolic Europy i jedna z najłatwiejszych do pokochania. Dwa dni wystarczą, żeby złapać jej rytm, choć wyjedziesz z poczuciem, że trzeba wrócić.

Lizbona w 48 godzin: tramwaj 28, pastéis i siedem wzgórz
Fot. Alvesgaspar, CC BY-SA 3.0, Wikimedia Commons

Dzień pierwszy: stara Lizbona

Zacznij od Alfamy, najstarszej dzielnicy miasta, ocalałej z wielkiego trzęsienia ziemi w XVIII wieku. Jej zaułki pną się w górę ku zamkowi Sao Jorge i gubią same w sobie, a to akurat zaleta. Klasyką jest przejazd zabytkowym tramwajem numer 28, który skrzypi i kołysze się przez najwęższe uliczki; jedź nim wcześnie rano, zanim zamieni się w jadącą puszkę turystów. Wieczorem znajdź małą tawernę z muzyką na żywo i pozwól, żeby fado wyciągnęło z ciebie tęsknotę za czymś, czego nawet nie nazwiesz.

Punkty widokowe

Lizbona ma instytucję, której zazdroszczą jej inne miasta: miradouros, czyli tarasy widokowe rozsiane po wzgórzach, często z kawiarnią i drzewem dla cienia. Najpiękniej jest na nich o zachodzie słońca, gdy światło barwi dachy na pomarańczowo, a w dole zapalają się pierwsze latarnie. To darmowy spektakl, który w Lizbonie powtarza się codziennie.

Lizbona w 48 godzin: tramwaj 28, pastéis i siedem wzgórz
Fot. Arne Müseler, CC BY-SA 3.0 de, Wikimedia Commons

Dzień drugi: Belém i słodycze

W nadrzecznej dzielnicy Belem stoją dwa zabytki z listy UNESCO: obronna Wieża Belem, wyrastająca wprost z wody, oraz monumentalny klasztor Hieronimitów. Tuż obok mieści się cukiernia, w której od blisko dwóch wieków wypieka się najsłynniejsze w kraju pastéis: kremowe babeczki z ciasta francuskiego, podawane na ciepło, z cynamonem i cukrem pudrem do posypania według uznania. Kolejka bywa długa, ciastko warte każdej minuty.

Wypad za miasto

Jeśli masz dodatkowy dzień, wsiądź w podmiejski pociąg do Sintry. W zalesionych wzgórzach kryje się tam bajkowo kolorowy pałac Pena na szczycie góry oraz tajemniczy ogród Quinta da Regaleira z podziemną studnią inicjacyjną, schodzącą spiralą w głąb ziemi. To jeden z tych krajobrazów, które wyglądają jak wymyślone.

Co zamówić poza pastéis

Portugalczycy mówią, że mają na dorsza bacalhau tyle przepisów, ile dni w roku, więc spróbuj go w dowolnej wersji. Latem nie omijaj świeżych, grillowanych sardynek, a wieczór zamknij kieliszkiem wiśniowego likieru ginjinha, wypijanego na stojąco w maleńkim barze, czasem podawanego w jadalnym kubeczku z czekolady.

Mapa serwisu Cała Europa i Polska w jednym miejscu.