Madera za 1281 zł w ferie przekonała mnie, że zima to najlepszy czas na wulkaniczną wyspę
Latam na Maderę wtedy, kiedy inni siedzą pod kocem. Bezpośredni lot w ferie za 1281 zł to nie promocja – to dowód, że zimą wyspa smakuje najpełniej.
Widzę ofertę bezpośredniego lotu na Maderę w ferie zimowe za 1281 zł i zamiast myśleć o cenie, myślę o zupie. Bo Madera zimą to nie plaża, której tam prawie nie ma – to talerz gorącej sopa de tomate e cebola po zejściu z górskiej trasy.
Dlaczego jadę na wyspę, kiedy w Polsce mrozy
Maderę nazywają wyspą wiecznej wiosny i to nie folder turystyczny, tylko geografia. W lutym termometr pokazuje kilkanaście stopni, a chmury zaczepiają się o szczyty Pico Ruivo i Pico do Areeiro, gdzie potrafi być zimno i wietrznie.
Właśnie ten kontrast lubię najbardziej. Rano wełniana czapka na najwyższych punktach wyspy, po południu koszulka na promenadzie w Funchal. Zimą nie ma tłumów, które w lipcu zapychają wąskie levady – kanały nawadniające, wzdłuż których biegną najpiękniejsze trasy trekkingowe.
Przekonałem się, że po intensywnym marszu levadą PR6 do Rabaçal albo słynnym szlakiem między dwoma szczytami głód jest inny. Ostrzejszy, bardziej fizyczny. I wtedy kuchnia Madery pokazuje, że wcale nie jest tylko dodatkiem do widoków.
Co jem po zejściu ze szlaku
Pierwsza rzecz to espetada – kawałki wołowiny nadziane na patyk z drzewa laurowego, grillowane i posypane grubą solą. Podają je zawieszone pionowo na haku nad stołem, a tłuszcz skapuje na talerz z gotowanymi ziemniakami. To jedzenie górala, nie plażowicza.
Do tego bolo do caco – płaski chlebek z batatów pieczony na gorącym kamieniu, smarowany masłem czosnkowym. Ciepły, tłusty, idealny na chłodniejszy wieczór. Kupuję go z ulicznych piecyków, gdzie kosztuje grosze.
A na deser owoce, których nie znajdę w polskim sklepie: annona, marakuja bananowa, guawa. Zimą to szczyt sezonu na wiele lokalnych odmian. Na targu Mercado dos Lavradores w Funchal handlarki dają spróbować kawałka, zanim cokolwiek kupię.
Poncha i madera, czyli płynna historia wyspy
Nie sposób pisać o zimowej Maderze bez wina. Madera to jeden z niewielu trunków świata, który celowo się podgrzewa i utlenia, żeby uzyskać ten karmelowo-orzechowy charakter. Kieliszek słodkiej odmiany po kolacji smakuje jak płynna esencja tej wyspy.
Ale mój prawdziwy zimowy faworyt to poncha – mieszanka lokalnego rumu z trzciny, miodu i soku z cytryny albo marakui, ubijana specjalnym drewnianym mieszadłem zwanym mexelote. Piją ją w małych barach, tak zwanych poncharias, i to napój, który rozgrzewa po wilgotnym górskim dniu skuteczniej niż cokolwiek innego.
Uważam, że właśnie w tym tkwi sens zimowej Madery. Latem to wino i poncha są kolorowym dodatkiem do słońca. Zimą stają się tym, czym były pierwotnie – sposobem, żeby przetrwać wilgoć i chłód, którymi Atlantyk chłoszcze tę skałę.
Czego pilnować, gdy się decyduję
Bezpośredni lot to ogromna różnica, bo alternatywa z przesiadką w Lizbonie potrafi zamienić podróż w całodniową wyprawę. Za 1281 zł z tygodniem na wyspie to cena, która w sezonie letnim byłaby nie do pomyślenia.
Sprawdzam tylko dwie rzeczy. Po pierwsze – czy w cenie jest wynajem auta albo transfery, bo Madera bez kółek to wyspa okrojona do promenady w Funchal. Po drugie – pogodę w górach, bo szczyty potrafią być zamknięte we mgle, a wtedy najlepsze trasy przestają mieć sens.
Madera zimą nauczyła mnie, że nie każda wyspa musi kojarzyć się z leżakiem. Czasem najlepszy wakacyjny smak to talerz espetady po ośmiu godzinach marszu, kiedy w Polsce właśnie sypie śnieg.


