Najgorsze lotnisko Europy leży na wyspie, którą uwielbiam - i wiem, jak przetrwać jego kolejki
Rankingi znów wskazały najbardziej znienawidzony przez turystów port lotniczy na greckiej wyspie. Podpowiadam, jak zamienić koszmar odlotu w ostatni smak wakacji.
Krótko i konkretnie: najgorzej oceniane przez podróżnych lotnisko Europy obsługuje jedną z ulubionych greckich wysp Polaków – i zamiast walczyć z kolejkami, radzę przyjechać wcześniej, zjeść porządnie przed odprawą i nie liczyć na komfort po jej przejściu.
Dziwi mnie jedno. Zakochujemy się w wyspie, jej plażach i tawernach, a potem cały zachwyt kasuje ostatnia godzina – duszna hala, tłok, jedna kolejka do wszystkiego.
Przekonałem się, że to właśnie moment odlotu psuje pamięć o całym wyjeździe. Mózg zapamiętuje koniec, nie środek. Dlatego traktuję lotniskowy chaos jako część planu, nie wypadek przy pracy.
Mój sposób na ostatni smak wyspy
Jem porządnie zanim wjadę w tłum. Grecka wyspa to nie miejsce na kanapkę z automatu za bramkami. Gemista, souvlaki, kawałek feta z oliwą i miodem w wiejskiej tawernie po drodze – to zostaje w głowie dłużej niż irytacja przy check-inie.
Kupuję butelkę wody i bierze się garść oliwek na drogę. Rezerwuję bufor czasowy, bo greckie porty w szczycie sezonu potrafią zaskoczyć.
Uważam, że dobre lotnisko to bonus, a nie warunek udanego urlopu. Wyspa broni się talerzem, nie halą odlotów.


