Gibraltar zawsze traktowałem jak przystanek techniczny między Malagą a plażami Costa del Sol.
Teraz, gdy po 118 latach znika kontrola graniczna z Hiszpanią, przestaję myśleć o kolejce, a zaczynam o talerzu.Bo przez lata to właśnie granica psuła tu wszystko.
Stałem w niej godzinę, żeby zobaczyć małpy i kupić tanią whisky, a potem uciekałem z powrotem do La Línea na kolację.
Wieki między Hiszpanią, Wielką Brytanią, Genuą i Marokiem zostawiły tu jedno danie, które uważam za bohatera tego miejsca: calentitę.