Za tyle nie zjesz w Warszawie porządnej kolacji we dwoje, a tu masz przelot i dach nad głową.Wiem, jak to brzmi.
Sam nie wierzyłem w cenę, dopóki nie sprawdziłem trasy.
Ale nie o bilet mi chodzi - o to, co dzieje się przy gruzińskim stole.Supra to nie kolacja, to instytucjaW Gruzji nie mówi się "zjedzmy razem".
Mówi się supra - biesiada prowadzona przez tamadę, czyli gospodarza toastów.