Przejdź do treści
Inspiracje

Vendicari: dziki zakątek Sycylii, który uratował jeden uparty człowiek

Na południe od Syrakuz rozciąga się rezerwat, gdzie flamingi krzyczą głośniej niż fale, a cytrynowe gaje pachną wolnością wywalczoną wbrew deweloperom.

4 min czytania
Zaktualizowano:
szlakismak-bf97

Pierwszej nocy pomyślisz, że szum, który dochodzi zza ściany, to ruch z autostrady. Rano okaże się, że to fale rozbijające się o brzeg. A dźwięk, który brzmiał jak gęś łapczywie połykająca żaby, to w istocie krzyk dzikich flamingów. Tak wita Vendicari – rezerwat przyrody na południe od Syrakuz, gdzie zmysły trzeba kalibrować od nowa.

Najlepszy adres na nocleg w tych stronach to nie hotel, lecz baglio – sycylijskie gospodarstwo obronne, grupa kamiennych budynków zwartych wokół centralnego dziedzińca. W XIX wieku po polach południowo-wschodniej Sycylii grasowały uzbrojone bandy, a odosobnione farmy były łakomym kąskiem: przechowywano w nich cały roczny plon – zboże, oliwę, wino, narzędzia, zwierzęta. Stąd te grube mury i ten układ niczym tabor ustawiony w krąg. Dziś wiele takich zagród stoi w półruinie: zapadnięte stodoły, kamienny dziedziniec, który zamienił się w zatopiony głaz, a w kącie kępa maków i nagietków rozlewająca się w wesołym buncie. Na szczycie zawalonego dachu posiedzi szpak o kilkunastu głosach – jeden brzmi jak butla gazowa rzucona przez bandytę za mur, inny jak roześmiany komputer.

Mokradła, które są kapitałem, nie pustką

Vendicari jest małe, ale to jeden z najważniejszych rezerwatów wodno-błotnych Sycylii. Słone laguny, trzcinowiska i nadmorskie płycizny stanowią przystanek dla ptaków wędrownych ciągnących między Afryką a Europą. Flamingi to gwiazdy sezonu, ale lista gości jest długa, a o porze świtu i zmierzchu woda zmienia się w lustro pełne ruchu i krzyku. Wokół ciągną się rozświetlone gaje cytrynowe, których woń niesie się z wiatrem od morza.

To, że możesz tu w ogóle przyjechać, nie jest oczywistością. W latach 70. właściciele firmy asfaltowo-naftowej chcieli postawić w tym miejscu rafinerię, a urzędnicy z pobliskiego Noto – spoglądający na dolinę z okien swoich wspaniałych barokowych pałaców – plan zatwierdzili. Nie wzięli pod uwagę jednego człowieka. Lokalny dziwak, imigrant z Libii, który trzymał gromadę porzuconych psów, ruszył w teren, zebrał dowody na obecność ptaków wędrownych i zbudował z rozproszonych grup ekologicznych jeden silny sojusz. Jego argument był genialny w prostocie: skoro te ptaki migrują z Afryki do Europy, tak jak on sam, to nie jest sprawa lokalna ani prywatny interes polityków – to skandal o skali międzynarodowej.

Potem przyszli deweloperzy, a radni z Noto znów poklepali się po kieszeniach. I znów ten sam uparty człowiek wkroczył do akcji. Nie, zastąpienie osuszonych mokradeł sztucznymi stawami nie jest „przyjazną środowisku zabudową”. Nie, ptaki wędrowne nie będą szczęśliwe na mniejszym, tańszym skrawku ziemi – to nie lokatorzy mieszkań socjalnych. Dziś, kiedy spacerujesz nadmorskim szlakiem, warto pamiętać, że ta dzikość to nie przypadek, lecz wynik walki, którą cudzoziemiec stoczył z lokalnym układem o ratunek dla mokradeł na południu Sycylii.

Co zobaczyć i jak chodzić

Sercem rezerwatu jest plaża Calamosche – niewielka zatoczka wciśnięta między dwa skaliste cyple, z wodą tak czystą, że dno widać niemal od progu. Dojdziesz do niej tylko piechotą, kilkanaście minut ścieżką przez zarośla, i właśnie dlatego nie ma tu parawanów po horyzont. To plaża dla tych, którzy gotowi są na nią zapracować krokami.

Po rezerwacie poruszasz się wyłącznie na piechotę, ścieżkami biegnącymi wzdłuż lagun i wybrzeża. Weź buty z zakrytym palcem, wodę i nakrycie głowy – cienia tu mało, a sycylijskie słońce nie negocjuje. Wczesny ranek i godzina przed zachodem to najlepszy czas: ptaki są aktywne, światło miękkie, a upał odpuszcza. Lornetka zmieni spacer w prawdziwą obserwację.

Bazą wypadową niech będzie Noto, stolica sycylijskiego baroku, oddalone o kwadrans drogi w głąb lądu. Wieczorem, gdy kamień miasta robi się miodowy, dopełnisz tu obrazu, który za dnia rozgrywa się nad lagunami. O zakwaterowaniu w samym baglio warto myśleć jak o świadomym wyborze: bez internetu, prosto, blisko ziemi – dokładnie po to, żeby zegar zwolnił. Ceny noclegów i ewentualne opłaty za wstęp do rezerwatu sprawdź na bieżąco przed wyjazdem, bo bywają sezonowe.

Jedź tu wtedy, gdy potrzebujesz zedrzeć z siebie kilka miesięcy miejskiego kurzu. Vendicari nie obiecuje rozrywki ani luksusu. Obiecuje coś rzadszego: krajobraz, który mógł zniknąć pod rafinerią, a zamiast tego co rano budzi się krzykiem flamingów.

Mapa serwisu Cała Europa i Polska w jednym miejscu.